Wszystkie głupie. Te Marcelki twarze. Nie wiem, co ona ma w głowie, że jej się tak robi, ale podejrzewam, że nic. Dlatego się z nią nie koleguję. To może być zaraźliwe. Dmucham na białe.

Przygotowałem kolejną porcję Marcelkowych min. Pierwszą mogliście obejrzeć TUTAJ. Teraz nawet nie wiem od czego zacząć, tak różne bywają okoliczności ich powstania. Chyba zacznę spożywczo, bo co jak co, ale w jedzeniu Marcela jest tak dobra, jak w robieniu głupich min.

MIny spożywcze. Głównie osadzone w oczodołach :P

Wegańska mina spożywcza.

Kompletny odjazd, czyli twarze pod wpływem środków odurzających :P

Na kanapie to wiadomo, że leń.

Medytacje wiecznie głodnej mniszki.

Nietowarzyskość uszna.

Are you talking to me? Aaaa do niego, to spoko :P

Nadrapakowy foch.

Drapak wyzwala w Marceli też dwulicowość. Niby taki aniołek… jejuniuuu potulaj mnie.

No a tak naprawdę, leży i planuje zagładę wszechświata.

Twarz tęskniąca za rozumem. Chyba moim :P

Wydra biała, albo inny zwierz. Nie kot :P

Językowy wspomagacz minowy często w użyciu, wersja “niech te ptaki za oknem zobaczą, gdzie je mam. W nosie :P”

Rezygnacja szafiarki, czyli nie mam czego dziś zakłaczyć.
Wypłosz nałóżkowy.

Hę? To już koniec?

Ano koniec, ale spokojnie, ja mam jeszcze materiał na kolejną część, a Marcela wciąż tworzy. Mi się też zdarzy czasem mina, ale zawsze mądra, wyrażająca na przykład… Nie nie, o tym poczytajcie TUTAJ. Na zdjęciu widzicie różnicę w naszej mimice. Także ten, czekajcie na następną odsłonę “50 twarzy bardzo wybielonego Greya” ;)

Zapraszamy do obserwowania naszego bloga na Bloglovin :)