Głupie miny, to domena Marceliny. Ja nie robię żadnych głupich min. Moja mimika twarzy jest wielce wymowna, dopracowana w każdym calu i oznacza głebokie przemyślenia, zadziwienie, ewentulanie zakłopotanie, zawstydzenie, współczucie i takie tam inne poważne emocje. Na twarzy mam wypisane po prostu bogate życie wewnętrzne, niezmierzalny iloraz iteligencji (w sensie, że przekracza wszelkie górne granice :P) oraz wysoki poziom popularnej w dzisiejszych czasach empatii ;)
Sami zobaczcie. Czyż nie widać, że prowadzę akurat wielce skomplikowane wyliczenia, jak rozłożyć jedzenie kurczaka na etapy? :P
Zadziwia i intryguje mnie wszystko. Czyż to po prostu nie jest wyraz bezgranicznej ciekawości świata i potrzeby poszerzania horyzontów? Widzicie oczami wyobraźni tabuny myśli przebiegające przez mój mózg? Ale, że jak? Dlaczego? Po co? Dlaczego nie ja? Dlaczego Marcelka? Jak to możliwe? Czy to dla mnie? Kolacja? Jaki jest sens świata? Co robić? Jak żyć?
Często jestem po prostu sprytny i wymuszam coś na człowiekach. Zabawę, posiłek, tulenie. Popacze tylko i miękną im serca. No bo jak to, nie pogłaskasz kochanego koteczka? Ja tak bardzo chcę? Proszę :)
Twarzą też daję popis siły. Wiadomo, że parówka nie ma ze mną żadnych szans! Nawet taka 90% z szynki :P
Dinozaur. Nie podskakuj :>
Przedstawię teraz krótko techniki mimiczne. Bardzo często posiłkuję się językiem. To nie jest żadna gapowatość! To symbol wytężonej pracy mózgu, przy której niestety potrzebne jest chłodzenie językowe zwojów mózgowych :P
W procesie czarowania niezbędnym elementem są lekko rzucające się w oczy… oczy. Hato hator i takie tam różne zaklęcia.
Póki co tyle. Będzie jeszcze o zębach, o uszach wspomagających twarz, ale ja myślę, że sobie jeszcze drugą cześć opowieści o mojej inteligencji przemyślę :D Wrócę do tematu, o ile oczywiście interesują Was moje rozważania :>






















