Także tak, wreszcie powiało u nas luksusem i przez parę chwil nieźli z nas eleganci z Mosiny.

Mieliśmy przyjemność przetestować w ramach Plebiscytu Sfinksy obrożę z kolekcji Prestige od Smart Animal i powiem Wam, że ona piękna jest. Mięciutka, przyjemna w dotyku, precyzyjnie i ręcznie wykonana przez człowieków i do tego w Polsce. No nie w kij dmuchał. Jeszcze nic tak nie uwydatniło luksusowości naszych obfitych szyj oraz ciał, jak ta obroża ;)

Już jak zobaczyłem bajeranckie pudełko wiedziałem, że będzie grubo. W środku nie tylko obroża, ale i dwa dodatkowe, wymienne elementy ozdobne – ketsy. Jeden z muchą, a drugi z oprawionym krzemieniem pasiastym nazywanym polskim diamentem oraz kamieniem optymizmu. Na każdym ozdobne zatrzaski z logo firmy, wiadomo z kotkiem. No cóż oba już są moje :P

W pudełku był też certyfikat autentyczności z numerem, takim samym jak na obroży. Jak zgubię obrożę, co jest niemożliwe, bo trzymał ja będę w moim sejfie pod kanapą (nigdy nie powiem Wam gdzie :P),  program “zaginiony – znaleziony” pomoże ją odnaleźć.

Poza tym jestem spokojny, bo jak zarejestruję obrożę na stronie internetowej, to będę miał dożywotnią gwarancję. No ale i tak będę ją chował przed Marcelką :P

Nie myślcie jednak sobie, że jak ładne, to pewno niebezpieczne. Obroża ma bezpieczne zapięcie, co znaczy, że jakby gapa Marcelka, bo w moim przypadku wiadomo, że to niemożliwe, zaczepiła obrożą o coś, to ani by się nie udusiła, ani nie uwięziła, bo obroża się odepnie. Tylko kurde, żeby jej wtedy nie zgubiła! Aha wróć! “Zaginiony – znaleziony” ;)

Obroża jest wygodna, a spędziliśmy w niej sporo czasu, bo wiecie Ania i ten jej aparat :P  I co najważniejsze! Obroża od Smart Animal ni hu hu nie przeszkadza w jedzeniu! :D

No to pooglądajcie sobie, jak się prezentujemy i nie ważcie się wspomnieć, że Marcelce lepiej w czerwieni niż mnie, bo ze smutku zjem trzy kolacje… :P

AHA! i Bardzo ważne! Żaden kot nie ucierpiał podczas testów. Należymy do kotów, którym wszystko jedno co noszą. Nie jesteśmy typami wrażliwców, ktore źle się czują, kiedy maja na przykład coś na szyi. Obstawiam, że to przez sporą warstwę tkanki tłuszczowej. Jest jak porządna izolacja :D Poza tym. Naprawdę wyglądamy na biedne kotki, których człowieki męcza?  Żyjemy, jak pączki w maśle. Masło. Zjadłbym. Lecę pod lodówkę, a wy paczajcie :)

Tacy z nas eleganci z Mosiny, że się kłócimy :P